Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 3327 ]  Poprzednia strona  1 ... 329, 330, 331, 332, 333
  Drukuj

Re: STARACZKI-KTÓRE ZOSTAŁY MAMUSIAMI:)
Autor Wiadomość
PostNapisane: 8 lis 2014, o 11:43 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 7 kwi 2010, o 05:36
Posty: 85
Hej, melduję, że oto jestem w domku od środy z Michałkiem Władysławem, który urodził się siłami natury w poniedziałek (03.11.2014) o 16.30. Ważył 3800 gram, długi na 58 cm, dostał 10 punktów w skali Apgar.

Poród był szybki - o szczegółach napiszę później, bo Mały budzi się na karmienie, a to wiecie okazało się, że to WIELKI SMOK MLEKOPIJ, więc niedługo piersi mi chyba odpadną ;).

Jak zaśnie po karmieniu to napiszę coś więcej.
buziaki

_________________
malame

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 

Re: STARACZKI-KTÓRE ZOSTAŁY MAMUSIAMI:)
Reklamownia




    Data: 01 Sty 2012, o 21:10     





Re: STARACZKI-KTÓRE ZOSTAŁY MAMUSIAMI:)
PostNapisane: 8 lis 2014, o 20:50 
Offline

Dołączył(a): 4 paź 2011, o 18:48
Posty: 802
Malame moje gratulacje :jupi2: :jupi2: :yahooo: :yahooo: :yahooo: :yahooo: :yahooo: :32: :32: :32: :32: :32: :lol1: :lol1: :lol1: :lol1: :lol1: :men: :men: :men: :men: :men: :men: duzo zdrowka Tobie i maluszkowi
daj znac jak sie czujesz i co u Was slychac???

_________________
Obrazek
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 

Re: STARACZKI-KTÓRE ZOSTAŁY MAMUSIAMI:)
PostNapisane: 9 lis 2014, o 18:41 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 sty 2010, o 16:52
Posty: 1754
Lokalizacja: Bełchatów
Kochana gratulacje niech sie malutki zdrowo chowa :) buziaczki dla niego od e ciotki ;*

_________________
Obrazek

Obrazek
Obrazek
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 

Re: STARACZKI-KTÓRE ZOSTAŁY MAMUSIAMI:)
PostNapisane: 14 lis 2014, o 21:46 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 7 kwi 2010, o 05:36
Posty: 85
WITAJCIE!

KOBIETKI Z RACJI BRAKU CZASU NA KOMPUTER, WKLEJAM WAM OPIS PORODU, KTÓRY NAPISAŁAM W SWOIM PAMIĘTNIKU RODZINNYM. U MNIE OK. WIĘCEJ AKTUALNYCH INFORMACJI JUŻ NIEDŁUGO. PISZCIE CO U WAS. BUZIAKI!!!

Nie wiem ile mam czasu, zanim Mały się obudzi na kolejne karmienie. Zapewne będzie to tylko część relacji tego, jak urodził się Michałek.

W poniedziałek 3 listopada około 9.00 zgłosiłam się do szpitala w Roztoce na KTG. Na zapisie nie było skurczy, ale że miałam już skończone 39 tyg. zbadał mnie lekarz (mega-jajcarz, luzak, wprawił mnie w bardzo dobry, optymistyczny nastrój). Okazało się, że po cichu zrobiło się rozwarcie na 6 cm i mam "pełną gotowość bojową", czyli szyjka przygotowana, pęcherz już nisko, zaraz za nim główka dziecka. Lekarz zapytał mnie czy chcę urodzić, czy nie? Powiedziałam, że jeszcze nie - nie chciałam czekać w szpitalu na skurcze, więc pozwolił mi wyjść do domu, zaznaczając, że jestem tykającą bombą zegarową i on radzi mi wrócić, jak tylko poczuję pierwsze skurcze lub cokolwiek mnie zaniepokoi.

Byliśmy w 1/3 drogi powrotnej do domu, gdy Marcin przekonał mnie, że lepiej będzie jak wrócimy do szpitala. Zgodziłam się - choć chciało mi się płakać - wydawało mi się, że tracę kontrolę nad swoim losem i znów inni "forsują" swoją wersję, a ja poddaję im się biernie. Zadzwoniłam do lekarza, który mnie badał (dał mi swój numer na wszelki wypadek, mówiąc, że dobrze będzie gdy przyjadę do porodu na jego dyżur) i zapowiedziałam swój rychły powrót na porodówkę. Skomentował to słowami: "oto mądrość kobiet", a później gdy zobaczył Marcina na sali porodowej dodał: już wiem, kto tu podjął tę dobrą decyzję :)

Smutne myślenie przeszło mi szybko, bo gdy zajechaliśmy pod dom, około 10.45 już czułam skurcze. Poszłam wybrać sobie książkę do czytania, spakowałam kosmetyki, podjechałam do sklepu po gazetę (wydawało mi się, że znów będę rodzić dwa dni, więc szykowałam się na "zabijanie czasu"). Po 11.15 zapisywałam już skurcze, które były nieregularne i prawdę mówiąc dosyć lekkie. Mogłam swobodnie rozmawiać z mężem i pisać smsy do znajomych :)

Do szpitala przyjęto nas około 12.30. Trafiliśmy na położną, na której widok pomyślałam: o nie, typ Dziuni, nie dogadam się z nią. No cóż na szczęście pomyliłam się dokładnie o 100% - babka okazała się świetna i bardzo pomocna. No a że przy okazji była po prostu bardzo ładna, elegancka i zadbana (szczupła blondynka, w pełnym makijażu i eleganckiej fryzurze), to już inna bajka :)

Pomiędzy 12.30 a 15.30 zrobiono mi zapis KTG, nawodniono mnie dwoma kroplówkami, poszłam na lewatywę (wiem, kontrowersyjne, ale ja sama bardzo tego chciałam i jestem zadowolona, że i tym razem było to w procedurze porodowej), wypełniłam papierki - śmiejąc się z formularza zgody na "odbycie porodu". Wszystko to działo się niespiesznie, w przyjaznej atmosferze, bez żadnego zamętu, w naszej sali porodowej. Skurcze były "do wytrzymania", więc zdążyłam położnej opowiedzieć jak to bylo z pierwszym porodem i dlaczego chciałabym znieczulenie. Obiecała, że pogadamy o znieczuleniu po podaniu oksytocyny. Migałam się przed wejściem na sale porodową - wiedziałam, że kroplówka wzmocni skurcze i nie będzie już odwrotu...
O 15.30 podłączono oksytocynę - nie zeszła jeszcze nawet 1/3 butelki, kiedy skurcze stały się cholernie mocne - juz nie mogłam rozmawiać, pchałam łapy pod zimna wodę, pytałam o znieczulenie. Położna mnie zbadała - za późno na znieczulenie - pełne rozwarcie! Przebiła więc mi pęcherz płodowy, bo utrudniał schodzenie główki do kanału rodnego.

Ze dwa skurcze jeszcze poturlałam się na piłce, potem przeszłam do parcia na kolanach, ale to nie było efektywne. O 16.15 wyszłam więc z oporami na znienawidzony fotel porodowy - myśląc, że znów czekają mnie godziny parcia w mękach. Nie wierzyłam położnej, która zwołała zespół i zapewniała mnie, że za chwilę urodzi się dzidziuś. Po około 10-15 minutach parcia poczułam ulgę - wiedziałam, że urodziła się główka. Na sali zrobiło się cicho - potem Marcin mi powiedział, że Mały był zaplątany w pępowinę, która wokół szyi i barków utworzyła tzw. szelki, więc gdy położne to zobaczyły to nalegały na jak najszybsze kolejne parcie. Zmusiłam się jeszcze do wysiłku i po kolejnym skurczu urodziły się ramiona i cała reszta o godz. 16.30. Położna z pielęgniarką wyswobodziły Małego z pępowiny i obwieściły, że urodził się chłopiec, czego znów nie usłyszałam (sic!), bo cała dygotałam z emocji i dreszczy. Ale na szczęście Marcin krzyknął głośno: jest Michał! Wtedy dotarło do mnie, że mamy drugiego synka :)

Marcin przeciął pępowinę i dali mi maluszka na brzuch. Płakał i szeroko rozdziawiał swoją buziunię. Taki śliczny i pyzaty, wydawał mi się kopią Marcina i Miłoszka jednocześnie.

Potem jeszcze było parcie, by urodzić łożysko i ból przy szyciu drobnego pęknięcia pochwy (mam jakieś 3-4 szwy, dostałam znieczulenie, ale bolało, bo po prostu wszystko wokół było opuchnięte). Obyło się bez nacięcia (Alleluja!!!) - podczas porodu położna stosowała tzw. ochronę krocza, czyli mówiąc dosłownie: rozciągała je rękami w każdą możliwą stronę, co bolało chyba nawet bardziej niż same skurcze i parcie, no ale jak trzeba to trzeba...

Przykryto mnie kocem, podłączono kroplówki z oksytocyną na obkurczanie macicy i tak przeleżałam trzy i pół godziny na tym fotelu porodowym, bo musieli mnie obserwować. Dość mocno krwawiłam, więc lekarz mnie zbadał (najgorsze badanie ginekologiczne w moim życiu), by się upewnić, czy trzeba robić zabieg łyżeczkowania (pod narkozą). I znów mi się udało - lekarz powiedział, że jeszcze 200 ml krwi i zabrali by mnie na zabieg. Uff - tym razem szczęście dopisywało mi na każdym etapie. Podziękowałam położnej - popłakałam się normalnie ze szczęścia, że tym razem tak szybko i sprawnie mi poszło.

Mały w tym czasie był na sali noworodków na obserwacji - w tym szpitalu punktację Apgar przyznają dopiero po pełnych dwóch godzinach obserwacji. Marcin był cały czas ze mną, nie licząc dwóch krótkich wizyt u maluszka. Gdy zawieźli mnie na salę, czekała tam na mnie już kolacja. Gdy zjadłam przywieźli mi Małego i odtąd byliśmy już razem :)

To tyle na dziś. I tak udało mi się napisać wiele, choć pewnie później przypomnę sobie masę szczegółów, które teraz wydają się drugoplanowe.

To był dobry poród :) Jestem bardzo szczęśliwa i bardzo mocno kocham moich wszystkich trzech chłopaków: Marcina, Miłoszka i Michałka :)

_________________
malame

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 

Re: STARACZKI-KTÓRE ZOSTAŁY MAMUSIAMI:)
PostNapisane: 16 gru 2014, o 14:54 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 sty 2010, o 16:52
Posty: 1754
Lokalizacja: Bełchatów
Ale tu jest cicho kieys bylo tak zywo :(
malame super ,ze wszystko tak dobrze sie ulozylo :)
Ja pracuje w miejscowosci oddalonej od mojego domu o 28 km a styczniu i w lutym ma delegacje do warszamy 3 i 4 dniowa.
Dzieci rosna bawia sie kochane :)
Mariuszek juz prawie rowny z Oliwka bo mala bardzo malo rosnie ;/
Synus malo mowi ogolnie tylko po swojemy ogolne przeciwienstwo Oliwkii.

_________________
Obrazek

Obrazek
Obrazek
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 

Re: STARACZKI-KTÓRE ZOSTAŁY MAMUSIAMI:)
PostNapisane: 16 gru 2014, o 15:04 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 sty 2010, o 16:52
Posty: 1754
Lokalizacja: Bełchatów
Obrazek


Obrazek

_________________
Obrazek

Obrazek
Obrazek
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 

Re: STARACZKI-KTÓRE ZOSTAŁY MAMUSIAMI:)
PostNapisane: 22 lis 2015, o 22:42 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 11 lut 2010, o 01:19
Posty: 972
Malame Moje Gratulacje :)
Czy ktos tu jeszcze w ogole zaglada?

_________________
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 

Re: STARACZKI-KTÓRE ZOSTAŁY MAMUSIAMI:)
Reklamownia




    Data: 01 Sty 2012, o 21:10     





Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 3327 ]  Poprzednia strona  1 ... 329, 330, 331, 332, 333

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron